FANDOM


Ta strona fanonu została stworzona przez i jest własnością użytkownika Yuki Asakawa (dyskusja). Proszę nie edytować jej bez zgody autora.

Pierwsza miłość Jamesa, cz. 1

James nie mógł spać.

Nie, na szczęście nie było to nic tak potwornego jak tamte wstrętne koszmary sprzed niedawna. Wtedy albo nie mógł zasnąć, albo spał i śnił okropne rzeczy, po których aż bał się zamknąć oczy. Teraz sprawy wyglądały nieco inaczej, choć rezultat był taki sam. Bezsenność i ciągłe zmęczenie.

Tym razem bez przerwy śniła mu się ta mała naciągaczka, ta wstrętna, irytująca, pozbawiająca go snu, wspaniała, kochana… O raaany.

No, po prostu Florencia.

James wyparł z pamięci tamtą kompromitującą rozmowę z siostrą. Zakochany? Co za bzdury. Przez to, że ta dziewucha nawiedzała go nawet w nocy, czuł tylko narastającą irytację, a nie jakieś romantyczne pierdołki. I co w tym dziwnego? Każdy by był, nie wysypiając się od dłuższego czasu. Tylko że sprawa powoli zaczynała być coraz bardziej uciążliwa, bo James kilkakrotnie przyłapał się na tym, że zasypia nad najbardziej elementarnymi sprawami, takimi jak jedzenie czy liczenie pieniędzy, zamiast w nocy. Musiał coś z tym zrobić. Musiał zrobić coś z NIĄ.

Akurat przechadzał się po rynku Fortu Pinta. Gdy mijał fontannę, potrącił go jakiś przechodzień. James syknął i posłał mu mordercze spojrzenie, na widok którego facet wzdrygnął się i przyspieszył kroku. Ech, ludzie. Ostatnio naprawdę go wkurzali. Zwłaszcza ona. Coraz częściej miał ochotę po prostu do niej podejść i złapać tak mocno, żeby wreszcie dała mu spokój, żeby krzyczała jego imię i błagała o litość. Tak, to sprawiłoby mu niewysłowioną przyjemność. Potem może zlitowałby się, ale nie zanim wreszcie odzyskałby spokój.

James nieświadomie przybrał minę tak straszną, że kilku turystów dosłownie uciekło na jego widok. Nie zauważył też tego, że zaciska pięści.

Czy mógłby rozwiązać to tak, jak ostatnio? Chłopak skrzywił się, kiedy to wspomnienie znowu przyniosło myśli o Florencii. Ale wtedy… wtedy rzeczywiście trochę mu pomogła.

 

Był piękny dzień w Forcie Pinta, ale James z całą pewnością nie umiał tego docenić. Ledwo widział na oczy, a na nogach to już w ogóle z trudem było mu ustać. Czuł się tak niesamowicie zmęczony, że pod względem żywotności chyba mógłby konkurować z martwymi. Ignorował turystów, nie był w stanie pracować ani w ogóle nic robić. Paskudnie. I to ciągłe pulsowanie w skroni, które nie chciało ustać…

Westchnął ciężko i przyłożył dłoń do czoła. Od strony Moorland nadjeżdżała jakaś postać, lecz kiedy spróbował ją zidentyfikować, słońce poraziło mu oczy i James poddał się. W tamtej chwili zapragnął po prostu umrzeć.

– James… Co się dzieje?

Postacią okazała się Florencia. Zabrał dłoń z oczu, spojrzał na nią i dostrzegł twarz śmiertelnie przerażonej osoby. To na jego widok tak zareagowała? Cóż, po ostatnich przygodach pewnie nie nadawał się na konkurs Mistera Jorvik. Zresztą nigdy się nie nadawał.

– Nic. Wszystko w porządku.

– Wybacz, ale wyglądasz okropnie, a to oznacza, że raczej nic nie jest w porządku – odparła z naciskiem; najwyraźniej tylko strach o niego powstrzymywał ją od jakiejś ostrzejszej reakcji. – Źle się czujesz?

– Nie widać? Czuję się wspaniale – sarknął.

Florencia westchnęła i ukucnęła przed nim, co zazwyczaj go irytowało – w ten sposób przypominała mu o jego niskim wzroście – ale z winy zmęczenia nie mógł się zdobyć nawet na to.

– James – powtórzyła, a on aż się wzdrygnął. Próbował odwrócić wzrok, ale jej oczy wypalały dziurę w jego czaszce.

Czy naprawdę musiał być tak słaby? Nie mógł się oprzeć w żaden sposób? Najwyraźniej nie.

– Mam trochę problemów ze snem – mruknął ogólnikowo. Ponieważ nie odpowiedziała, dorzucił jeszcze: – Wciąż nękają mnie koszmary, po których budzę się w nocy.

– Koszmary?

Naprawdę nie miał ochoty o tym mówić, ale ostatecznie Florencia była jego przyjaciółką. Chyba. Z drugiej strony, naprawdę nie pamiętał, co dokładnie mu się śniło. Był pewien tylko tego… że budził się z nich przestraszony na śmierć.

– James, co ci się śni?

– Nie wiem. Nie pamiętam – burknął, czując, jak jego fasada rozpada się na oczach dziewczyny. – Każdej nocy jest to samo. Podejrzewam, że to ma związek z czymś, co przydarzyło mi się dawno temu, ale nie mogę sobie przypomnieć. Po prostu budzę się zlany potem, śmiertelnie przerażony…

Niech to szlag, pomyślał. Obnażanie przed innymi swoich słabości to największy grzech przedsiębiorcy. A najgorsze to przyznać się do strachu. James czuł z tego powodu okropny, kompromitujący wstyd, mimo to Florencia nie wydawała się zmienić przez to swoje nastawienie do niego. Co więcej, jej ekspresja złagodniała, a jej dłonie odruchowo zaczęły pocieszająco go głaskać. James uchylił się przed jej dotykiem… ale nie do końca.

– Pogadam z panią Holdsworth. Ona na pewno wymyśli coś, co pomoże ci znów spać spokojnie. Nie martw się.

Chłopaka zdziwiły te słowa. Florencia nie powiedziała „pomogę ci”. Zamiast tego zaproponowała udanie się po pomoc do kogoś innego i wcale nie wydawała się być zawstydzona własną bezsilnością. Skąd ona wzięła taką odwagę? James nie umiał tego pojąć.

– No tak… Staruszka jest mądra – mruknął. – Znasz ją dobrze, prawda? J-jeśli ją zapytasz – matko, te słowa dosłownie grzęzły mu w gardle – może nie policzy mi tak drogo…

Rozległ się cichy chichot Florencii. Dźwięk ten zabrzmiał w uszach Jamesa dziwnie obco.

– Nie policzy, przecież jesteśmy przyjaciółmi. Zajmę się tym, obiecuję.

Ścisnęła jego ramię jakby w pokrzepieniu. Co dziwniejsze, odrobinę pomogło.

 

Boję się.

Strach sparaliżował go tak bardzo, że nie mógł otworzyć oczu, nie mógł się nawet obudzić. Uwięziony w dawnym koszmarze, miotał się jak zwierzę w klatce, bez szansy na ucieczkę.

– Nie… Nie… Zostaw mnie…

Znów był małym, słabym Jamesem, który nie potrafił obronić się przed szkolnym prześladowcą. Znów był  chłopcem zniewolonym przez demona w ludzkiej skórze – w skórze pięknej dziewczyny w bieli.

Znów nie mógł uwolnić się z koszmaru, ale wtedy czyjś głos przebił się przez otaczający go mrok.

– mes… James… James, obudź się!

Poderwał się i znów był w bezpiecznym, słonecznym domku pani Holdsworth, z dala od duchów przeszłości. Mimo to wszystkie wspomnienia wróciły i krążyły w jego umyśle. Cały spocony, roztrzęsiony, nie mógł wydusić słowa.

– A więc to tak – z bardzo daleka dotarł do niego głos Alex.

– James, jak się czujesz? – to znowu była ona, Florencia. Przypadła do niego, a w jej oczach czaił się niepokój.

James nie wytrzymał. Zapomniał o dumie, która normalnie nie pozwalała mu obnażyć się przed nikim, a tym bardziej przed nią. Zapomniał, że zazwyczaj zgrywał niedostępnego, burkliwego czy niewzruszonego. Po prostu wpadł jej w ramiona i rozpłakał się.

– Tak się boję… Ilekroć zamknę oczy, widzę Katję… Tę złą kobietę…

Florencia zaczęła głaskać go uspokajająco. Niby nic takiego, ale poczuł się trochę bezpieczniej. Po raz pierwszy od bardzo dawna mógł ukazać prawdziwego siebie – słabego, przestraszonego – i zostać zaakceptowanym.

– Ćśś, James, już dobrze. Nie ma jej tu. Nic ci nie grozi.

Nie był pewien, czy jej uwierzył. Jednak chociaż przez chwilę nie musiał o tym myśleć.

 

Co za kompromitujące wspomnienia. Rozkleił się jak baba. No, ale te sny rzeczywiście były straszne, więc był trochę usprawiedliwiony.

James podniósł wzrok i zamarł. Nie, serio?! Akurat teraz musiała tu przyleźć? Niestety, tym razem ucieczka nie wchodziła w grę, nie chciał się wygłupić, jak ostatnim razem. Przywdział więc sztuczny uśmiech i wyszedł Florencii na powitanie.

– Dzień dobry, James! – zawołała wesoło, a on tylko się skrzywił.

– Witaj, Flo – mruknął kwaśno.

– Co słychać?

– Wszystko w porządku – te słowa nigdy nie wydawały się bardziej nieprawdziwe.

Florencia zsiadła ze Spacewalkera i podeszła do chłopaka. Tym razem jednak nie kucnęła ani nic podobnego. Po prostu obdarzyła go spojrzeniem z góry, od którego aż przeszły go ciarki.

– C-co? – wyjąkał, zbity z tropu.

– Robisz coś w sobotę?

– Hę? N-nie.

– Pójdziesz ze mną na dyskotekę?

James wybałuszył oczy, szukając w minie Florencii jakichkolwiek śladów nabijania się, ale nic takiego nie dostrzegł. Poza zabawnymi iskierkami w oczach była zupełnie poważna.

Wcale nie chciał z nią iść. Wiedział, że wtedy zupełnie nie zdoła opanować własnego organizmu… jednak zareagował instynktownie.

– Dobra.

Twarz dziewczyny rozjaśniła się i zdezorientowany James nagle poczuł na swoim czole ciepły pocałunek. Trwało to sekundę; potem ujrzał uśmiech Florencii i dziewczyna zniknęła jak duch.

– To do zobaczenia w sobotę.

James aż się wzdrygnął. Już kiedyś doświadczył podobnej sytuacji, która skończyła się dla niego bardzo źle – teraz jednak było inaczej.

Tym razem pocałunek w czoło, zamiast zwiastować katastrofę, był zapowiedzią czegoś dobrego.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki