FANDOM


Ta strona fanonu została stworzona przez i jest własnością użytkownika Yuki Asakawa (dyskusja). Proszę nie edytować jej bez zgody autora.

Rozdział 6: Bratnia dusza

Jade pukała do bram dworku już pięć minut, ale nikt nie otwierał.

– Panie Sands? Jest pan tam? – zawołała dość głośno. Bez skutku. – Co jest? Może się myje czy coś… Panie Sands? – zapukała ponownie i gdy znów nie przyniosło to rezultatu, westchnęła ciężko. – To chyba na nic. Może nie chce nas już dziś oglądać. Chodźmy stąd – powiedziała do Skydancera, który parsknął, jakby z dezaprobatą.

Właśnie mieli odjechać, kiedy zaskoczona Jade ujrzała w bramie do zamku jednego z robotów.

– Andy?

To był on; stajenny. Poznała go mimo podobieństwa do swoich kolegów – zakurzony strój, ogorzała twarz, silne dłonie. Sapał, najwyraźniej wbiegł za nią aż na wzgórze i chyba bardzo się spieszył.

– Jade! Jak dobrze, że cię tu znalazłem.

– Co się stało? – uniosła brew.

– Kierownik umilkł… Nie odpowiada na żadne wiadomości, nie wysyła instrukcji, nic – wydusił, uspokajając oddech. – Ty też nie dostałaś informacji zwrotnej, prawda? Rob… Robert mi powiedział.

– Owszem – była tak zdziwiona tą informacją, że zapomniała ucieszyć się z nazwania przez Andy’ego kolegi po imieniu, a nie numerze. – I nie otwiera drzwi. Co to znaczy?

– Nie wiem… – robot wyglądał na naprawdę zakłopotanego. – Mam złe przeczucia. Czy stało się dziś coś nadzwyczajnego?

Jade drgnęła.

Złe przeczucia. Coś nadzwyczajnego.

– Jade?

Znała już odpowiedź.

– Właściwie tak – wydusiła. – Stało się. Chyba popełniłam wielki błąd.

– Co takiego się wydarzyło? – ponaglił ją Andy.

Dziewczyna otworzyła usta, lecz nie wydobył się z nich żaden głos. Z przerażeniem stwierdziła, że ma tak ściśnięte gardło, że nie może nawet przełknąć śliny.

– Wytknęłam mu jego samotność – gdy wreszcie przemówiła, jej głos był ledwo słyszalny. – Powiedziałam, że potrzebuje bratniej duszy i zapewniłam, że ja nią będę… Zrobiłam coś bardzo złego, prawda? – mówiła coraz ciszej, coraz słabiej. Spuściła głowę.

– Jade – robot milczał przez chwilę, najwyraźniej nie do końca rozumiejąc jej słowa. – Czym jest bratnia dusza?

Nie popatrzyła na niego, wciąż wbijając wzrok w ziemię.

– To taka osoba, która rozumie cię bez słów. Której możesz wszystko powiedzieć i zaufać. Która czuje to, co ty, nawet gdy jesteście bardzo daleko. Ja… poczułam smutek pana Sandsa od razu, gdy tu przyjechałam – wyszeptała. – Chcę mu pomóc. Tak bardzo mi go żal. Czuję ból w sercu na samą myśl o nim… – głos jej się załamał i dało się słyszeć pociągnięcie nosem. – Andy, co ja mam zrobić?

Na krótką chwilę zapadła cisza i było słychać tylko szum wiatru wśród sosen.

– Nie do końca rozumiem pojęcia, o których mówisz – odparł mechanicznie android – ale myślę, że wiem, na czym polegają twoje rozterki.

Wreszcie uniosła głowę, wyraźnie zdziwiona.

– Szczerze mówiąc, od dawna uważam, że kierownik potrzebuje kogoś takiego, nawet jeśli nie umiem tego pojąć ani wytłumaczyć. Po prostu sądzę, że to może mu wyjść na dobre – wyznał. – I ty wydajesz się być taką osobą.

– Ja…? Tak myślisz? Chciałabym, ale…

– Tak – odparł Andy z naciskiem. – Wywarłaś wpływ na nas, roboty, dobrze wiesz. Przecież to widać na pierwszy rzut oka. Nigdy nie spodziewałem się po sobie takich zachowań.

– No… – Jade skinęła niepewnie głową.

– Z kierownikiem będzie trudniej, dużo trudniej. W końcu jest człowiekiem. Ale skoro poradziłaś sobie z nami, z nim też sobie poradzisz. Proszę, Jade. Wiem, że jesteś w stanie to zrobić. Uratuj go.

Zmierzył ją tak szczerym spojrzeniem, na jakie nie byłoby stać wielu ludzi z krwi i kości. Odpowiedziała na to zaskoczonym wzrokiem i patrzyli tak na siebie dłuższą chwilę. W końcu rozległo się ostatnie pociągnięcie nosem, a mina Jade nagle zrobiła się zacięta.

– Dobrze.

Twarz Andy’ego rozpromieniła się.

– Więc chodźmy go znaleźć, nie ma czasu!

Już mieli ruszyć, lecz pośpiech przerwało pełne pogardy parsknięcie Skydancera.

– Kurczę, racja! – Jade pacnęła się otwartą dłonią w czoło. – Jak mamy tam wejść, skoro pan Sands zamknął się w zamku?

– Masz przed sobą mistrza kluczy na Pine Hill, spokojna głowa – robot wyciągnął z kieszeni pęczek kluczy, uśmiechając się szeroko. – Nadzwyczajne sytuacje wymagają nadzwyczajnych środków.

– W takim razie prowadź.

Zeskoczywszy ze Skydancera i przywiązawszy go do lampy, Jade pośpieszyła za Andym do drzwi zamku. Po chwili siłowania się z zamkiem wrota stały otworem, a oni pośpiesznie wbiegli do środka.

– Sypialnia jest na piętrze. Mógł też ukryć się w szklarni – wyjaśnił robot, wskazując drzwi na parterze po lewej stronie.

– W takim razie rozdzielmy się. Ty idź na piętro, a ja poszukam w szklarni… – zaproponowała Jade.

– Dobrze. Tu masz klucz – Andy włożył jej w dłoń ciężki kawałek mosiądzu. – Powodzenia, pośpiesz się – ponaglił ją, a sam ruszył na schody na piętro.

Nie wahając się ani chwili, dziewczyna ruszyła do lewych drzwi na dole. Ręce drżały jej tak, że z trudem udało jej się włożyć klucz do dziurki i chwilę mocowała się z mechanizmem, ale wreszcie drzwi otworzyły się. Co tchu wbiegła do pokrytej zielonym szkłem szklarni.

Początkowo nie wiedziała, gdzie podziać wzrok, głównie z powodu zmiany światła i dużej przestrzeni, ale zaraz się odnalazła. Pan Sands kucał w kącie w niewyraźną miną, wyraźnie niespokojny; na ten widok ścisnęło ją w sercu.

– Panie Sands!

Dopóki nie odezwała się, nie zareagował na jej wejście, ale nawet wtedy podniesienie na nią wzroku zajęło mu dłuższą chwilę. Wyglądał jak w transie lub na lekach.

– Panie Sands – powtórzyła przerażona Jade. – Nic panu nie jest? – ostrożnie zbliżyła się o krok, jednak nie wywołało tu mężczyzny żadnej reakcji.

Zaczynała się bać nie na żarty, gdy wreszcie rozległ się chrapliwy głos hrabiego. Prawie podskoczyła.

– Co ty tu robisz. Kto cię tu wpuścił?

– Przyszliśmy z Andym. Bardzo nas pan wystraszył! – zapewniła gorliwie Jade, choć nie wydawało się to robić wrażenia na Sandsie. – Dobrze się pan czuje?

– Jak zawsze – mruknął obojętnym tonem.

Jade przemknęła zaniepokojonym spojrzeniem po całej szklarni, ale nie znalazła nic godnego uwagi. Nic tu nie rosło, najwyraźniej właściciel nie był zainteresowany uprawą czegokolwiek. Czy raczej należałoby powiedzieć, że nie był zainteresowany niczym.

– Dlaczego się pan schował, zamiast porozmawiać ze mną?

– O czym niby miałbym z tobą rozmawiać? Nie mamy tematów.

– Nieprawda – odparła z naciskiem. – Mógł pan mi się zwierzyć ze swojego zmartwienia, zamiast chować w szklarni jak dziecko. Poradzilibyśmy coś.

– Kto tu jest dzieckiem? – zerknął na nią z wyrzutem. – Chyba bym musiał zgłupieć, żeby zwierzać się tobie.

Jade otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale wtedy rozległ się tupot i do szklarni wbiegł zdyszany Andy.

– Jade, udało się? – otarł czoło i w tym momencie zobaczył klęczącego pana Sandsa. – Kierowniku, tu pan jest. Co za ulga.

Mężczyzna jednak nie wydawał się podzielać zdania robota. Po raz pierwszy, odkąd go tu znaleźli, ukazał jakieś żywsze emocje.

– Androidzie 42 – wysapał ciężko ze złością. – Kto ci pozwolił…

– Nie jestem Androidem 42. Jestem Andy – odparł tamten.

– Co takiego? – na twarzy starca odmalował się szok. – Ty…! – oskarżycielsko wymierzył palec w zdumioną Jade.

– Ja?

– To przez ciebie wszystko tutaj stoi na głowie. To twoja wina!

Dziewczyna po raz kolejny otworzyła usta i po raz kolejny nie zdążyła nic powiedzieć, bo Andy wystąpił przed nią w obronnym geście.

– Proszę przestać, kierowniku. Dobrze pan wie, że ta dziewczyna zrobiła dla nas wszystkich wiele dobrego – powiedział z naciskiem. – Zarówno dla nas, robotów, jak i dla pana. Po prostu boi się pan do tego przyznać.

– Jak śmiesz… – wychrypiał hrabia.

– Panie Sands! – zawołała nagle Jade, zaciskając pięści. – Niech pan dłużej od tego nie ucieka… Nie chciałam tak pana zdenerwować, przepraszam za to, ale nadal obstaję przy swoim. Chcę panu pomóc.

– Mi się nie da pomóc.

– Owszem, da się – brnęła dziewczyna. – Ale najpierw musi pan na to pozwolić. Dopuścić do siebie ludzi i zaufać im.

– Zaufać? – prychnął pogardliwie. – Tylko głupcy ufają innym.

– Wiem, że został pan kiedyś zraniony i że utracił pan wiarę w ludzi, ale ja pomogę panu to zmienić. Naprawdę.

– Właśnie dlatego otaczam się tylko robotami, przestań bredzić.

– Problem w tym, że one są równie ludzkie, co my… – Jade spojrzała na Andy’ego, który skinął głową. – Przecież pan widział.

– Daj mi spokój. Nikogo nie potrzebuję.

– I tak stąd nie wyjadę, póki nie weźmie mnie pan na Pokaz Koni Dietricha, więc lepiej by było, gdybyśmy się dogadali, prawda?

Głos Jade napełnił się całkowitym zdecydowaniem i Sandsowi na moment zabrakło słów. Zmierzył ją tylko zeźlonym wzrokiem, ona jednak wytrzymała go.

– I tak musisz pokonać najpierw czas Sabine. To doskonały jeździec, wątpię, by ci się to udało – mruknął bez przekonania. – Ona albo ty.

– Niech pana o to głowa nie boli. Dam sobie z nią radę – odparła twardo Jade.

Hrabia westchnął ciężko i zmęczonym gestem przetarł sobie twarz dłonią. Zerknął najpierw na Andy’ego, potem na Jade i chyba zrozumiał, że w gadce z nimi nie wygra, bo zaczął niezgrabnie gramolić się na nogi.

– Na co czekasz? – fuknął do dziewczyny. – Pomóż mi wstać. Nie te stawy, co za młodu.

Nic nie mówiąc, Jade podeszła i ostrożnie pomogła mężczyźnie podźwignąć się do pozycji stojącej. Sands otrzepał spodnie, burknął pod nosem coś niezadowolonego, po czym poczłapał w kierunku drzwi.

– Panie Sands – zatrzymała go Jade.

– Czego znowu? – zerknął na nią przez ramię, zatrzymując się.

– To dla pana –wyciągnęła przed siebie pudełko wyciągniętych z plecaka azjatyckich przekąsek. – Byłam dziś na zakupach w Meander i pomyślałam…

– Po co mi te śmieci, zgłupiałaś? – burknął niechętnie, ale jak widać nie ośmielił się odrzucić prezentu, bo niemal wyrwał jej pudełko z ręki. – Dzisiejsza młodzież – wciąż mamrocząc, wycofał się na korytarz.

– Jutro poproszę Roberta, żeby dał panu znać, kiedy już mi się uda pokonać tamtą Sabałę czy jak jej tam! – zawołała za nim Jade, jednak już nie uzyskała odpowiedzi. – Ech…

Westchnęła ciężko i popatrzyła na Andy’ego.

– Dobrze nam poszło – stwierdził robot. – Znaleźliśmy go całego i zdrowego. Przynajmniej fizycznie.

– Racja, przynajmniej fizycznie, bo psychicznie wręcz przeciwnie – zauważyła zmartwiona. – Ale wziął czekoladki… Myślisz, że się w końcu otworzy?

– Ciężko jest mi to ocenić, jednak sądzę, że szanse są wysokie. Twoje argumenty w rozmowie z kierownikiem trafiły nawet do mnie, zatem muszą mieć potężną siłę – zapewnił uprzejmie, ale Jade nagle parsknęła śmiechem.

– Nie masz zielonego pojęcia, o czym mówisz, prawda?

– Kurczę, przejrzałaś mnie.

Andy ruszył w jej ślady i po chwili oboje rechotali w najlepsze.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki