FANDOM


Ta strona fanonu została stworzona przez i jest własnością użytkownika Yuki Asakawa (dyskusja). Proszę nie edytować jej bez zgody autora.

Rozdział 5: Droga na szczyt

– Cześć, Snabb! Nie przeszkadzam?

Robot wydawał się drzemać za ladą, lecz na dźwięk głosu Jade natychmiast otworzył oczy i wyprostował się.

– Witaj, Jade – przywitał ją uprzejmie. – Jeśli dobrze pamiętam, byłaś dziś u kierownika.

– Tak. Na herbatce – wyszczerzyła się.

– Jak było?

– Porozmawialiśmy sobie o różnych sprawach. Co ciekawe, Pokaz Koni Dietricha nie był jedną z nich. Zupełnie o tym zapomniałam – roześmiała się.

– Musiało być naprawdę interesująco, skoro zapomniałaś – zauważył Snabb.

– O tak! Pan Sands to niezwykły człowiek, po prostu brakuje mu odrobiny szczęścia. Ale myślę, że wy, roboty, też jesteście dla niego swego rodzaju szczęściem.

– Czym jest szczęście?

– Cóż, to trudne pytanie… – zamyśliła się Jade. – To takie bardzo przyjemne uczucie, kiedy nawet obecne problemy ci tego nie przesłaniają.

Robot chwilę rozważał jej słowa.

– Nie sądzę, żebym znał jakiekolwiek uczucie. W jaki sposób można je zdobyć?

– Ależ Snabb! – zaprotestowała. – Kiedy rozmawiałam z tobą wczoraj, pozwoliłeś mi zamieszkać w tamtym domku za darmo. Nie zaproponowałeś mi tego ot tak, jestem tego pewna! Czułeś coś wtedy, prawda?

– Czułem? – android znów się zamyślił. – Wydaje mi się, że po prostu chciałem ułatwić ci osiągnięcie twojego celu, czyli pojechania na Pokaz Koni Dietricha.

– A dlaczego chciałeś?

– Ponieważ jesteś miła i uważam, że na to zasługujesz.

– No widzisz – twarz dziewczyny pokraśniała z zadowolenia. – To jest właśnie uczucie sympatii.

– Naprawdę?

– Tak! – posłała mu zadowolony uśmiech. – Ale z drugiej strony, żeby zasłużyć na taki zaszczyt, trzeba naprawdę ciężko pracować. Muszę pojechać do tego waszego klubu jeździeckiego i potrenować – westchnęła. – Gdzie on jest?

– Niedaleko dworku, trochę na uboczu po lewej stronie. Na pewno trafisz – wyjaśnił Snabb.

– Zastanę tam kogoś? Andy nie podał mi żadnych szczegółów.

– Trenerem jest Robot48. Zgłoś się do niego, a udzieli ci wielu cennych rad dotyczących jazdy konnej.

–  Ale czad! – dziewczynie rozbłysły oczy. – Już się nie mogę doczekać. Zaraz tam pojadę, tylko… chyba najpierw skoczę do Meander po zakupy. Mam już dość zupek chińskich – parsknęła.

– Przykro mi, Jade.

– Nie, nie, to nie twoja wina, ale i tak powinnam odwiedzić wujka, rozumiesz – puściła mu oko, po czym wskoczyła na stojącego obok Skydancera. – Wracam niedługo i lecę trenować. Na razie!

– Powodzenia, Jade – odparł i pomachał jej na pożegnanie, a jego mina wyraziła coś na kształt zadowolenia.

Odmachawszy mu, dziewczyna popędziła konia i pomknęli przez zaspy.

Meander nie znajdował się tak daleko, ale ze względu na ośnieżone drogi dotarli tam dopiero po półgodzinie. Jade jednak nie czuła z tego powodu niezadowolenia czy zniecierpliwienia – Pine Hill i cała Dolina były zimą naprawdę piękne. Ponadto cieszyła się z możliwości kolejnej przejażdżki na ukochanym koniu, a także na myśl o ujrzeniu wujka Erica.

Wokół było tyle powodów do radości, z każdą  chwilą znajdowała następny, a tymczasem pan Sands tkwił pogrążony w swoim nieszczęściu. Wydało jej się to strasznie niesprawiedliwe. Wtem przyszło jej na myśl, żeby przywieźć mu coś z Meander. Wprawdzie Antoni nie miał nie wiadomo jak bogatego asortymentu w swoim sklepie, ale na pewno znalazłoby się tam coś, co mogłoby choć trochę rozweselić starszego pana, choćby głupia czekolada.

Skydancer parsknął, jakby czytał dziewczynie w myślach.

– Co, czekolada to zły pomysł? Dobra, coś znajdziemy, spokojna głowa.

Gdy dotarli do Meander, nawet nie zdążyli zbliżyć się do domu wujka Erica, bo ten akurat stał przed sklepem i rozmawiał z Antonim. Na widok dziewczyny obaj zrobili wielkie oczy, a Eric natychmiast zerwał się z miejsca i ruszył im naprzeciw.

– Jade! Jesteś cała? Nic ci nie jest?

Mniej więcej w połowie drogi Jade zeskoczyła z konia i rzuciła w silne objęcia wujka.

– Nie, wszystko w porządku! Przyjechałam po drobne zakupy, bo w sklepie na Pine Hill można kupić tylko zupki chińskie – zaśmiała się.

– Ktoś powiedział zakupy? – zza pleców Erica wyłonił się Antoni.

– Tak, duże zakupy! – zapewniła Jade.

– W takim razie zapraszam.

– Zaraz, zaraz – przerwał wujek. – Jak to: zakupy? Więc tam wracasz?

– Oczywiście. Jeszcze nie zdobyłam miejsca w zawodach, ale jestem na dobrej drodze! Znalazłam z panem Sandsem wspólny język… – urwała, nie chcąc brnąć w szczegóły.

– Wspólny język – powtórzył Eric i westchnął ciężko. – Zawsze miałaś dziwne pomysły, twoja matka wciąż to powtarzała.

– Nic na to nie poradzimy, prawda? – Jade uśmiechnęła się tym dziwnym typem uśmiechu, który krył za sobą psotność, niewinność i zakłopotanie jednocześnie. Widząc ten uśmiech, Eric nie umiał już jej odmówić.

– Niech będzie – westchnął ponownie. – Idź na te zakupy.

– Tak, tak, zapraszam! – odezwał się Antoni, wskoczywszy za ladę.

– Dzięki – Jade jeszcze raz przytuliła wujka, przywiązała Skydancera do barierki przy sklepie i zwróciła się do sklepikarza. – Poproszę dużo normalnego jedzenia. Chleb, ser, masło, ziemniaki, włoszczyzna, jogurty. I coś do picia, woda, herbata, jakiś sok. I jeszcze… – rozejrzała się po wnętrzu sklepu w poszukiwaniu upominku dla pana Sandsa.

– Rany, zamierzasz się tam wprowadzić? – zapytał zaskoczony Antoni, pakując wymienione przez dziewczynę rzeczy.

– Na razie tak. Ale wie pan, z moim apetytem to wszystko zniknie w ciągu kilku dni – parsknęła. – I poproszę to – wskazała zestaw azjatyckich przekąsek.

– To? – zdumiał się sklepikarz.

– Bardzo proszę.

– Wiesz, że to najdroższy artykuł w moim sklepie…?

– To nic, proszę dać! – ponagliła go.

– Dobra… – Antoni wzruszył ramionami, spakował produkt i podał Jade siatkę. – Należy się 200 szylingów.

– 200… Tak jest, proszę bardzo – pogrzebała chwilę w kieszeni i wyciągnęła odpowiedni banknot. – Dziękuję! – wręczywszy go sklepikarzowi, wepchnęła zakupy do plecaka. Gdy nałożyła go na plecy, ledwo udało jej się wyprostować, ale nawet się nie skrzywiła. Z hardą miną odwiązała konia i mimo ciężaru usadowiła się w siodle.

– Umm… Dasz sobie radę? – powątpiewał Antoni.

– Dam – zapewniła gorąco. – Miłego dnia!

To rzekłszy, popędziła konia.

Jej sylwetka przygnieciona ciężkim bagażem wyglądała dość komicznie, ale Skydancer nawet nie sapnął. Zresztą Jade też nie sapnęła. W plecaku wiozła może niezbyt trafiony prezent, ale na pewno prezent ze szczerego serca. Miała nadzieję, że ten gest trafi do zimnego, wyobcowanego serca pana Sandsa.

Najpierw jednak musiała odwiedzić klub jeździecki i udowodnić, iż jest warta miejsca w Pokazie Koni Dietricha. Na pierwszy rzut oka zobaczyła, że na hrabim ciężko było zrobić wrażenie, ale nie zniechęciło jej to, wręcz przeciwnie – czuła jeszcze większą determinację w dążeniu do celu.

Wkrótce Jade i Skydancer dotarli na wzgórze, a gdy zza drzew wyłonił się potężny kształt ujeżdżalni, dziewczyna mocniej zacisnęła dłonie na lejcach. Wiedziała, że będzie trudno.

Kiedy wprowadziła konia do środka, zaparło jej dech. Tak ogromnej ujeżdżalni z tak bogatym torem dawno nie widziała. Ale nie zdążyła się porządnie rozejrzeć, bo niespodziewanie tuż przed nią wyrósł robot. Różnica w porównaniu z Andym i Snabbem była drastyczna: ten okazał się umięśniony i potężny. Typowy trener.

– Jade Hastings? – odezwał się grzecznym, ale szorstkim tonem.

– To ja – przytaknęła dziewczyna.

– Witam w klubie jeździeckim Pine Hill. Jestem Robot48 i mam sprawdzić twoje zdolności. Jeśli jesteś gotowa, proszę kontynuować.

– Kontynuuj – skinęła głową.

– Na tej ujeżdżalni odbywa się konkurs skoków zwany Grand Prix. Przejedź go, a wtedy przekażę twoje osiągnięcie kierownikowi, by wydał dalsze instrukcje – recytował android.

– Wow, ale z ciebie konkretny facet! – tymczasem Jade zwróciła uwagę na coś zupełnie innego. – Od razu widać, że trener.

– Widać? – na twarzy tamtego pojawiła się konsternacja. – Proszę kontynuować…

– Już, już, chciałam ci tylko powiedzieć coś miłego, Robert!

– Robot – poprawił ją.

– Nie, Robert – wyszczerzyła się szeroko. – Podoba mi się twoje zorganizowanie. Jaka to szkoda, że nikt tu nie trenuje! – westchnęła.

Tamten zmarszczył brwi, jakby zastanawiając się nad słowami dziewczyny, ale po chwili skinął głową w zrozumieniu.

– Android 42 i 101 mówili, że jesteś nietypowa. Powinienem się spodziewać – rzekł cicho.

– A ja powinnam się obrazić. Nietypowa? – Jade parsknęła śmiechem, nie urażona w najmniejszym stopniu. – Pan Sands potrzebuje bratniej duszy, natomiast wy potrzebujecie ludzkiego doświadczenia, towarzystwa człowieka! Na szczęście macie mnie i już nigdy nie będziecie nazywani po numerach – uśmiechnęła się szeroko. – Zgoda, Robert?

– Zgoda – przytaknął po chwili namysłu. – To całkiem ciekawe. Całkiem miłe. Robert – powtórzył.

– Tak jest! – ucieszyła się. – Byłam pewna, że coś odczuwacie! Snabb nie chciał uwierzyć.

– Robot ze sklepu? – upewnił się Robert.

– Zgadza się, a ten ze stajni to Andy.

– Snabb. Andy. Robert – powtórzył android ku ogromnej uciesze dziewczyny.

– No widzisz, od razu lepiej – zachichotała. – Zapamiętaj to, a ja tymczasem przejadę się tym waszym torem Grand Prix. To zwykły konkurs skoków, tak?

– Zgadza się. Masz pięć minut na przejechanie.

– Łatwizna! Możesz już mierzyć!

Popędziwszy Skydancera, Jade pomknęła torem jak strzała. Tak naprawdę przejazd nie był „zwykłym” konkursem skoków, bo znajdowały się tu profesjonalne przeszkody, takie jakich spodziewała się na Pokazie Koni Dietricha. Tym bardziej postanowiła się postarać i przejechać go jak najlepiej. Strącili może z jedną przeszkodę, ale gdy się zatrzymali po ukończeniu trasy, Robert pokiwał głową z aprobatą.

– Zadanie wykonane w czasie. Limit błędów nieprzekroczony.

– Super! – ucieszyła się Jade. – Czy to oznacza, że mogę jechać na zawody?

– Muszę powiadomić kierownika o twoim osiągnięciu – android wyciągnął z kieszeni palmtopa i zaczął pisać wiadomość. – Byłoby dużo wygodniej, gdyby kierownik mógł kierować swoje instrukcje prosto do ciebie. Czy to nie problem, żebyś podała swój numer telefonu?

– Ależ skąd! – zapewniła i podyktowała numer.

– Dziękuję – Robert dokończył pisanie wiadomości, po czym schował urządzenie. – Teraz pozostaje czekać na instrukcje.

– Hm, to chyba nie będzie konieczne. I tak miałam jeszcze raz jechać dziś do pana Sandsa – stwierdziła Jade. – Przekaże mi je osobiście.

– Skoro tak twierdzisz, proszę kontynuować.

– Dzięki, Robert! Bardzo mi dziś pomogłeś.

Nieoczekiwanie dziewczyna zeskoczyła z siodła, by przytulić androida. Trwało to kilka sekund, podczas których mina robota wyraziła najwyższy stopień zdumienia, po czym Jade z powrotem dosiadła konia.

– No, dzięki. Papa!

Pomachała mu wesoło, ale on odmachał dopiero po chwili, wciąż nie mogąc się pozbierać po tak ludzkim odruchu, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki