FANDOM


Ta strona fanonu została stworzona przez i jest własnością użytkownika Yuki Asakawa (dyskusja). Proszę nie edytować jej bez zgody autora.

Rozdział 2: Dworek i jego panicz

Brama przed wielkim zamkiem była otwarta. Dziwne. Czy ten wielki hrabia czuje się tutaj aż tak bezpieczny? Może i słusznie, skoro pilnują go tabuny robotów.

Skydancer od jakiegoś czasu wydawał się być zaniepokojony i Jade dopiero teraz zrozumiała jego uczucia. Świadomość, że poza właścicielem wzgórza w promieniu paru kilometrów nie ma ani jednej żywej istoty, potrafiła wywołać gęsią skórkę. Ale starała się o tym nie myśleć; w końcu już za chwilę miała poznać tego „właściciela”. Genialnie.

Powoli wjechali na dziedziniec. Przed zamkiem znajdowała się urokliwa fontanna i ogromny, choć niezadbany ogród z labiryntem z żywopłotu, a obok stała granatowa furgonetka. Sam dworek też sprawiał dość przygnębiające wrażenie. Cała posiadłość mogłaby być piękna, gdyby ktoś o nią dbał, niestety najwyraźniej jaśnie paniczowi było obojętne, jak wygląda otoczenie jego domu. Wszystko wskazywało na to, że spotkanie z nim nie będzie należało do przyjemnych.

– No i dobra, co z tego – burknęła pod nosem Jade, ni to do siebie, ni to do konia. – Damy radę, nie?

Skydancer odpowiedział cichym parsknięciem i zatrzymał się przed drzwiami zamku. Ku zgrozie dziewczyny, nie było na nich ani dzwonka, ani kołatki. Co za gościnność. Mimo to niezrażona zeskoczyła z konia, zagryzając wargi.

– Niech sobie nie myśli, że to mnie powstrzyma – mamrotała pod nosem, zbierając się na odwagę, by zapukać. – Niech sobie nie myśli. Pojadę na te zawody.

Wziąwszy głęboki wdech, Jade z całej siły zastukała do drzwi. Przez parę chwil nic się nie działo i była niemal pewna, że albo jej nie usłyszał, albo celowo ją zignorował, ale nagle usłyszała tłumiony przez drzwi chrapliwy głos.

– Idę, idę, kogo znowu niesie.

Był niezadowolony i mało uprzejmy, ale na sam jego dźwięk serce Jade zatrzepotało. To naprawdę on, właściciel Pine Hill, legendarny hrabia Sands!

W kilka sekund potem potężne wrota otworzyły się ze skrzypnięciem, ukazując zgarbionego starszego pana nakładającego pośpiesznie szary prochowiec. Wyraźnie łysiał, choć pozostało mu jeszcze trochę włosów, patrzył spode łba, a usta miał zaciśnięte w wąską kreskę.

– Czego? – warknął, zapinając guziki i stawiając kołnierz płaszcza. Nie zaszczycił Jade nawet spojrzeniem, ale ona zignorowała to.

– Dzień dobry. Czy mam przyjemność z panem Sandsem? – przybrała możliwie najprzyjemniejszą minę i odezwała się jak najmilszym głosikiem, nie wywołało to jednak żadnej reakcji na twarzy mężczyzny. – Nazywam się Jade Hastings i chciałabym ubiegać się o miejsce w Pokazie Koni Dietricha – wyrecytowała.

Słysząc to, usta starca uformowały się w szyderczy, nieco obleśny uśmiech. Jakby głupi i naiwni goście sprawiali mu przyjemność.

– Ach tak. Witaj, dziewczynko – wycedził bez krztyny sympatii. – Tak, to ja jestem pan Sands, właściciel całego Pine Hill.

– Bardzo mi miło – odpowiedziała Jade, skłaniając głowę.

– Chcesz wziąć udział w Pokazie Koni Dietricha? Jak zamierzasz mnie przekonać, że się nadajesz? – rzucił Sands niczym bombą.

To rzekłszy, zamknął za sobą drzwi zamku. Nie zaprosił Jade do środka i widocznie nawet nie przeszło mu to przez myśl; podziałało to na nią jak kubeł zimnej wody, ale nie poddała się.

– Cóż, mogłabym zaprezentować panu…

– Mówisz, że potrafisz jeździć? – przerwał jej i zlustrował Skydancera, potem nią samą znudzonym wzrokiem. – Szczerze powiedziawszy, wątpię.

– Zapewniam pana…

– Nie masz pojęcia, ilu takich jak ty przyszło tutaj przed tobą. Wszyscy uważali się za najlepszych na świecie, a okazali się zwyczajnie miałcy.

– Ale…

– Pokazywali kilka tanich sztuczek, ale gdy należało włożyć nieco zaangażowania i poświęcenia, uciekali w podskokach jak zwyczajni tchórze. A potem jeszcze obwiniali mnie o swoje porażki.

– Da mi pan w końcu dojść do słowa?! – wybuchła nagle Jade i na kilka sekund zapadła dziwna cisza.

– Co takiego? – wąskie szparki oczu Sandsa rozszerzyły się nieznacznie. Najwyraźniej nie spodziewał się takiej reakcji dziewczyny.

– Proszę mi nie przerywać! – naburmuszyła się. – Chcę pojechać na Pokaz Koni Dietricha, i udowodnię panu, że wybierając mnie, nie pożałuje pan. Co więcej, zobaczy pan, że nikogo lepszego nie znajdzie.

Twarz Sandsa stężała, jakby się nad czymś poważnie zastanawiał. Jeszcze raz zerknął na konia i Jade, tym razem nie ze znudzeniem, a z autentycznym zaciekawieniem. Po chwili sceptycznie zmarszczył brwi.

– Oklepane frazesy. Każdy tak mówi – uciszył Jade gestem dłoni, nim ta zdążyła zaprotestować. – Ale dam ci szansę.

Oczy dziewczyny powiększyły się do rozmiarów monet. Nie mogła uwierzyć, że poszło tak łatwo. No, może jeszcze nie osiągnęła celu, ale postanowił dać jej szansę!

– Wokół dworku przebiega szlak. Przejedź tę trasę w czasie, jaki ci wyznaczę, i nie oszukuj. Wszędzie wokół stoją moi pracownicy, oni cię przypilnują. Wtedy się zastanowię.

Jade aż podskoczyła z rozdziawioną szeroko buzią, a potem przypadła do Skydancera i przytuliła się do niego. Koń parsknął cicho, jakby rozbawiony całą sytuacją.

– Pan to jednak jest spoko gość! Wiedziałam, że te wszystkie plotki są nieprawdziwe! – zawołała dziewczyna, wskakując na konia.

Zirytowana mina Sandsa nie uległa zmianie, ale Jade przysięgłaby, że drgnęła mu brew. Na ten widok poczuła falę satysfakcji. Czyli jej przewidywania sprawdziły się, wielki hrabia nie był taki zły.

– Ile mam czasu? Może pan już zacząć liczyć!

– Pięć minut…

Jednak Jade po raz kolejny pokazała swój nawyk odjeżdżania, nim ludzie skończą do niej mówić. Koń zerwał się galopem, by zaraz zniknąć za bramą dworku. Sands cmoknął ze zirytowaniem i oparł się o frontowe drzwi, po czym zerknął na zegarek.

Pięć minut spokoju, nim ta hałaśliwa dziewczynka wróci. Bo było oczywiste, że wróci. Widział w jej oczach, że nie zamierza rezygnować z czegoś, co sobie postanowiła. Szkoda tylko, że równocześnie oznaczało to dla niego zaburzenie odwiecznego spokoju.

***

Dokładnie cztery minuty i trzy sekundy potem Skydancer przekroczył bramę Pine Hill Mansion. Dosiadająca go uśmiechnięta od ucha do ucha Jade pomachała stojącemu przy schodach Sandsowi, ale on tylko wzruszył ramionami i poczekał, aż koń się zatrzyma.

– Wróciłam! Miałam sporą nadwyżkę, prawda? – zapytała wesoło dziewczyna, nie zsiadając z siodła.

– Hm – staruszek odchrząknął z zakłopotaniem. Wyglądał, jakby nie bardzo wiedział, co ma teraz zrobić. – Udało ci się zmieścić w czasie, ale nadal nie jestem przekonany.

– Ale udało mi się, więc teraz musi mnie pan zabrać na te zawody!

– Jeden pomyślny przejazd o niczym nie świadczy. To nic szczególnego, mogłaś po prostu mieć szczęście – wyjaśnił niecierpliwie Sands.

– To trzeba było dać mi mniej czasu, i tak dałabym radę. Właśnie, może zaliczę u pana jakieś medale? Jeszcze zrobię na panu wrażenie, zobaczy pan! – z twarzy dziewczyny nie zszedł beztroski uśmieszek, który tak strasznie działał mężczyźnie na nerwy.

– Przestaniesz wreszcie kłapać jadaczką? – warknął, wyciągając z kieszeni telefon. – Medale to i tak tylko formalność. Teraz muszę zadzwonić do Androida 42. Nasłał cię na mnie, to niech teraz wymyśli, co z tobą zrobić, sieroto.

– Dobrze!

Na czole Sandsa zapulsowała żyłka, ale hrabia nic już nie powiedział. Otworzył drzwi do dworku i skrył się za nimi, jakby zamek był jedynym bezpiecznym od upartej dziewczynki miejscem. Jade nie przejęła się tym; wiedziała, że jest na najlepszej drodze do sukcesu.

Po kilku minutach Sands wyszedł z powrotem z niezbyt zadowoloną miną.

– Wracaj do stajni. Android 42 otrzymał instrukcje, co ma dla ciebie zrobić.

– Nie zaprosi mnie pan nawet na herbatę?

Gdy tylko Jade wypowiedziała te słowa, Sands posłał jej tak mordercze spojrzenie, że natychmiast wybuchła niekontrolowanym śmiechem. Skydancer jednak przezornie cofnął się kilka kroków.

– Dobra, dobra, przecież wiem, że muszę wraz z Andym zająć się teraz ważnymi sprawami. Ale proszę się nie martwić, jutro wpadnę! – zachichotała, popędzając konia. – Do zobaczenia, Sandy!

To przeważyło szalę.

– Naucz się szacunku, niekulturalna dziewucho! Słuchaj, co ludzie do ciebie mówią, zanim odjedziesz! I nie nadawaj starszym osobom głupich przezwisk! – wrzasnął chrapliwie Sands.

Nie oczekiwał wielkiego posłuchu, bo Skydancer już stał przy bramie, jednak dziewczyna zatrzymała konia i naprawdę odwróciła się, by posłuchać wykrzyczanego kazania starszego pana. Nawet przestała się uśmiechać, a jej twarz spoważniała. Sands także umilkł, nieco zaskoczony własnym zachowaniem. Już dawno nie dał się tak ponieść emocjom.

Jade posłusznie skinęła głową.

– Przepraszam, panie Sands – spuściła wzrok. – Obiecuję poprawę.

Lecz jej przygnębienie nie trwało długo, bo zaraz wyprostowała się, a na jej policzki wróciły rumieńce.

– Ale pan też musi! Nie daruję panu, jeśli nie zaprosi mnie pan jutro na herbatę. Jestem strasznie ciekawa, jak wygląda pana zamek w środku. Dobra?

Mimo że była w sporej odległości od mężczyzny, do jej uszu doszło jego zrezygnowane cmoknięcie.

– Niech będzie, ale idź już, zanim zmienię zdanie.

– Dziękuję! – zawołała ucieszona.

– Zrób wszystko, co powie ci Android 42, to może będziesz mieć szansę, by pojechać na te absurdalne zawody.

– Tak jest! Do widzenia!

Zanim popędziła konia, Jade upewniła się, że Sands naprawdę skończył już mówić. Nigdy dotąd tego nie robiła, ale z jakiegoś powodu miała wrażenie, że odtąd zacznie.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki